poniedziałek, 11 maja 2015

Bloglovin'

Ponieważ mój blog ma coraz więcej odbiorców, postanowiłam iść o krok dalej. Od dziś można śledzić mój blog nie tylko poprzez zapisanie się, aby otrzymywać posty na adres e-mail, ale także będzie można sobie czytać w serwisie Bloglovin.com - wystarczy kliknąć poniższy link i potwierdzić subskrypcję:

http://www.bloglovin.com/blog/14043873/

Mam nadzieję, że się skusisz ;)

Życzę miłego dnia! 




piątek, 8 maja 2015

Ciasto o smaku Prince Polo

Spodobała mi się opcja łączenia ciasta z batonami lub wafelkami. U przyjaciółki próbowałam kiedyś tarty snickersowej i była przepyszna. Pomyślałam sobie, że ja też mogłabym coś ciekawego zaserwować moim bliskim tym bardziej, że są przyzwyczajeni do tradycyjnych ciast.

Znalazłam różne przepisy pod hasłem "Prince Polo". Były to głównie serniki w różnych odmianach lub biszkopty. Ponieważ mam sentyment do tych wafelków, postanowiłam zrobić kompilację przepisów i dodać coś od siebie. I tak oto powstał biszkopt kakaowy i wafelkami Prince Polo :) 

Powiem tylko tyle: MNIAM :D


A oto przepis:

Składniki na ciasto:
  • 6 jajek,
  • 1 szklanka cukru,
  • 1 1/2 szklanki mąki,
  • 2 łyżki kakao,
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia.
Najpierw włączam piekarnik i ustawiam 180C. W tym czasie zabieram się za biszkopt ;)

Białka oddzielam od żółtek, ubijam na sztywną pianę, dodaję stopniowo cukier, potem żółtka i mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Ciągle miksuję na małych obrotach. Ciasto przekładam do blaszki
24 cm x 34 cm wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę w 180C ok. 25-30 minut. Po ostudzeniu ciasto przekrawam na pół.

Piekarnika nie wyłączam. Robię teraz "wkładkę" :)

Składniki na masę środkową:

  • 7 białek,
  • 1 szklanka cukru,
  • szklanka orzechów mielonych (użyłam migdałów),
  • 4 duże Prince Polo XXL (pokruszone),
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia.
Białka ubijam. Cukier, orzechy, wafelki i proszek do pieczenia mieszam razem w osobnej misce. Dodaję do białek i mieszam delikatnie (najlepiej drewnianą łyżką). Piekę w 180C ok. 20-25 minut. Po tym czasie wyjmuję masę z piekarnika i zostawiam do ostudzenia.

Budyń:

  • 1/2 litra mleka,
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej,
  • 3 łyżki mąki pszennej,
  • cukier waniliowy,
  • 7 żółtek.
Dodatkowo:
  • 1 kostka masła,
  • 4 łyżki cukru pudru,
  • gorzka czekolada,
  • 2 łyżki mleka.
Z mleka odlewam szklankę, w której mieszam obie mąki, jajka i cukier. Resztę mleka zagotowuję, do gotującego się mleka przelewam masę i gotuję budyń. Studzę.

Masło (ja je troszkę rozpuściłam) ubijam z cukrem pudrem na puszystą masę, do której dodaję stopniowo budyń. Gorzką czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej z 2 łyżkami mleka, dodaję do kremu budyniowego. Miksuję do momentu połączenia się składników i otrzymania gładkiej masy.

Jak przekładać ciasto:

biszkopt ciemny – budyń – wkładka – budyń – biszkopt ciemny.


Na wykończenie:
  • gorzka czekolada – to będzie polewa,
  • ok. 10 g rozdrobnionych orzechów (ja użyłam migdały) lub wiórków kokosowych - na posypkę.
Czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej i od razu polewam ciasto na wierzchu. Posypuję drobnymi orzechami lub wiórkami kokosowymi.




Moim głównym źródłem inspiracji w tym przypadku była strona http://kruchebabeczki.blogspot.com/ 
Oczywiście przepis ten nieco zmodyfikowałam na własne potrzeby ;)





piątek, 1 maja 2015

Plecaczek DIY

Miałam kiedyś chęć posiadania małego plecaczka. Takiego, który byłby przydatny na krótkie wypady sielankowe, na bieganie po mieście, czy podczas jazdy na rowerze. Taki, do którego można wrzucić kilka przydatnych rzeczy, czyli portfel, klucze, dokumenty i do tego butelkę wody, czy małą przekąskę. Taki, do którego oprócz tych rzeczy zmieściłoby się jeszcze kilka drobnostek, które "przypadkiem" kupię po drodze ;) A z racji "fazy" na kolory i rzeczy indyjskie chciałam dodatkowo, żeby plecak był oryginalny :) Chyba nie za dużo wymagań ;)

Przejrzałam więc gazety Burda w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego wykroju. Miałam szczęście, gdyż gazet miałam niewiele i akurat się trafił wykrój na mały plecak. Nie pamiętam, który to był numer czasopisma, ale pamiętam, że było to ok. 20 lat temu - jejuniu, jak dawno temu...

Natychmiast poszperałam też w domowym magazynie materiałów nieużywanych - czyli szafie w kącie pokoju ;) i znalazłam resztki mocnej bawełny. Dokupiłam jedynie guziki. A szelki zrobiłam z resztek paska parcianego.

Efekt końcowy był bardzo fajny, choć dziś zrobiłabym dodatkową regulację na szelkach plecaka - oczywiście w miarę potrzeby mogę to zrobić ;) No i oczywiście zjadł go nieco ząb czasu, ale jego funkcjonalność się nie zmniejszyła ;) 

Dodam również, że w tamtym czasie był to mój czwarty lub piąty projekt, który uszyłam sama w całości ;) Łatwo nie było, ale dałam radę :D

A tak oto prezentuje się mój plecaczek miejski - ma on rozmiar ok. 25 cm długości, 27 cm wysokości i ok. 8 cm szerokości. Do tego z przodu jest mała kieszonka o wymiarach (odpowiednio) 10 cm x 5 cm x 3 cm.






 












piątek, 24 kwietnia 2015

Beziki


Po ostatnim tiramisu zostało mi sporo białek. Jedyna myśl - będą beziki :) Kocham bezę, więc nie wyobrażam sobie innej opcji ;) Ale chciało mi się też cytryny, więc powstały szybkie beziki cytrynowe, które są jednocześnie orzeźwiające i mniej słodkie niż tradycyjne bezy. Przy okazji wypróbowałam mój nowy pistolet do kremów. Oczywiście nieodzownym pomocnikiem kuchennym było moje Dziecko, które co chwilę wołało "ja Ci pomogę Mamuniu" - więc jak tu nie skorzystać z pomocy? ;)

Zmodyfikowałam nieco przepis z Moich Wypieków i wyszedł mi następujący.

Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 70 - 80 minut
Suszenie w piekarniku: ok. 60 minut
Całość: ok. 150 minut (ok. 2,5 godz.)

Będą potrzebne:
  • 9 białek,
  • 540 g drobnego cukru,
  • świeży sok z 2 cytryn,
  • 3 łyżeczki mąki ziemniaczanej,
  • szczypta soli.
Z takich proporcji wychodzą 3 blachy bezików.

Zabieram się do działania :)

Jak zwykle zaczynam od włączenia piekarnika - ustawiam termoobieg i 120C.

Teraz beziki:

Ubijam białka mikserem na najwyższych obrotach, dodaję szczyptę soli. Ubijam, aż pianka będzie bialutka, gładka i sztywna. Przeprowadzam test - odwracam miskę do góry nogami: jeżeli piana nie spływa, to jest gotowa :) Do miski po trochu dodaję cukier i dalej miksuję na wysokich obrotach. Potem znów trochę cukru i miksuję. Ważne, by cukier dodawać małymi partiami, a nie na raz, żeby piana się nie zważyła, bo trzeba będzie wszystko rozpocząć od początku. Cukier powinien się dobrze rozpuścić w tej pianie i dzięki temu będzie ona gładka i błyszcząca. Dodaję teraz skrobię / mąkę ziemniaczaną i dalej ubijam. A na koniec wlewam sok z cytryny i znów ubijam.

Dwie blachy wykładam papierem. Krem bezowy przekładam łyżeczką do pistoletu cukierniczego z końcówką z gwiazdką i zaczynam wyciskać beziki: 3 strzały na 1 bezę. Trzeba pamiętać, by zachować więcej miejsca pomiędzy bezami, gdyż w cieple będą nieco rosły wszerz i do góry. Pozostały krem chowam do lodówki, gdyż będzie to kolejna porcja bezów, które zrobimy później.

Obie blachy wkładam do nagrzanego do 120C piekarnika: jedną blachę na 2 poziomie, a drugą blachę na 5 poziomie (mam 5). Chodzi o to, by zachować odległość między blachami, by nie były położone tuż nad / pod sobą, gdyż wtedy bezy się spalą. Należy dać bezom dostęp do ciepła, gdyż one lubią się prażyć ;) Podczas pieczenia należy sprawdzić kolor bezów - powinny być śnieżnobiałe. Jeśli zaczynają brązowieć, należy obniżyć nieco temperaturę i wydłużyć czas pieczenia.


Po upływie ok. 70 - 80 minut wyłączam piekarnik, ale bezów jeszcze nie wyjmuję, tylko zostawiam je tam, aby wyschły jeszcze przez około godzinę. Jeżeli wyjmę od razu z piekarnika, szybko złapią wilgoć i będą miękkie. A bezy mają być suche, kruche i lekko piankowe w środku.

Wysuszone bezy od razu podaję na stół - znikają ekspresowo, gdyż nie są tak słodkie, a do tego lekko kwaskawe dzięki cytrynie :) Mniam!


Jak ktoś lubi, można dodatkowo przygotować krem i poprzekładać bezy kremem, np. z serka mascarpone.

Z pozostałym kremem bezowym, który wcześniej włożyłam do lodówki, postępuję dokładnie tak samo.

Smacznego!


piątek, 17 kwietnia 2015

Poszewki na jaśki dla dzieci DIY

Jakiś czas temu pewna znajoma, widząc moją dziecięcą pufę, spytała mnie, czy szyję również inne rzeczy dla dzieci. Odpowiedziałam jej, że oczywiście - pufa powstała z potrzeby chwili, ale nie ma problemu, żebym uszyła coś innego. Powiedziała, że często bywają u niej wnuki i chciałaby mieć coś nowego dla nich. Zaproponowała mi, bym uszyła jej dwie dekoracyjne poszewki na jaśki. Zgodziłam się. 

Rozmawiałyśmy o projekcie. Miało to być coś, co łączyłoby użyteczne z zabawą. Jedna miała być dla chłopca, druga dla dziewczynki. Poszperałam więc w materiałach, połaziłam też po sklepach z używaną odzieżą - tam również można trafić ciekawe materiały do wykorzystania przy różnych robótkach.

Od słowa do słowa i powstały oto takie poszewki:



Do wykonania aplikacji użyłam m.in. kolorowego filcu i materiałów różnej faktury. Jako ciekawostka powiem, że w samochodzie są otwierane drzwi, które trzymają się na zatrzaski, a w słoneczku promyki to motki muliny. 

W planach mam jeszcze kilka poszewek dla mojego Dziecka, więc na pewno zamieszczę już gotowe w osobnym poście ;)




 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Zapiekanka warzywna "Coś z niczego"

Tak ją nazwałam, bo w lodówce zostały resztki warzyw i kawałek mięsa, a trzeba było zrobić coś na obiad ;) Pomyślałam sobie o zapiekance. Poszperałam więc troszkę w necie, co można by zrobić z warzyw, co miałoby ręce i nogi, a jednocześnie byłoby syte i zdrowe. Z wielu przepisów, jakie miałam przed oczami, udało mi się stworzyć taką oto zapiekankę. Robi się ja bardzo szybko, a smakuje wyśmienicie :)

A jako że jestem zwolenniczką gotowania obiadów na 2 dni - oszczędność czasu w kuchni ;) - poniżej przedstawiam przepis powiększony: 2-dniowy dla 2 osób lub 1-dniowy dla 4 osób ;) Przy wersji 2-dniowej wystarczy drugiego dnia podgrzać zapiekankę przez ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 170C.

POLECAM!

Będą potrzebne następujące składniki:
  • 1 brokuł,
  • 1 duża marchewka,
  • 3 duże ziemniaki,
  • pół czerwonej papryki,
  • 2 kotlety wieprzowe,
  • 1 mała cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 2 duże pomidory,
  • 5 plasterków sera żółtego,
  • 100 g gęstego jogurtu greckiego,
  • oliwa / olej,
  • przyprawy: sól, pieprz, łyżka stołowa imbiru,
  • duże naczynie żaroodporne.
Czas przygotowania: 20 minut.
Czas pieczenia: 25 minut.
Całość: ok. 45 minut.

Najpierw włączam piekarnik na 170C. W tym czasie zabieram się za przygotowanie warzyw i mięsa.

Przygotowanie warzyw:

1) W jednym garnku gotuję ziemniaki w mundurkach w osolonej wodzie przez 15 minut. Następnie wyjmuję je z wody i odstawiam na osobny talerz do ostudzenia.
2) W czasie, gdy gotują się ziemniaki, w drugim garnku gotuję wodę na wrzątek, żeby móc blanszować brokuł i marchewkę. 
3) Brokuł i marchewkę myję pod bieżącą wodą. Różyczki kroję na mniejsze kawałki, a główny "pień" można wyrzucić lub obrać z liści, pokroić w kosteczkę ok. 1-2 cm i ugotować w osobnym garnuszku ok. 10 minut, gdyż ta część brokuła dłużej się gotuje. Marchewkę obieram i kroję w talarki grubości ok. 5 mm. 
4) Blanszuję brokuł - wkładam kawałki brokuła do wrzątku i gotuję 5 minut. Po tym czasie wyciągam warzywa na sitko i odstawiam do ostudzenia.
5) W tej samej wodzie blanszuję marchewkę - wkładam talarki na 5 minut, a następnie wyciągam na sitko do ostudzenia.
6) Ugotowane ziemniaki obieram ze skórki i kroję w talarki.
7) Czerwoną paprykę kroję na małą kostkę ok. 1-2 cm. 
8) Kotlety kroję w drobną kostkę i podsmażam na rozgrzanej patelni na oliwie aż mięso straci swą czerwoną barwę. Mięso doprawiam solą, pieprzem i imbirem. W tym samym czasie drobno kroję cebulę i czosnek i dorzucam do mięsa. Całość smażę ze sobą jeszcze przez ok. 5 minut.
9) Naczynie żaroodporne smaruję oliwą. Na jej dno wykładam talarki z ziemniaków, posypuję solą i pieprzem. Następnie rozsypuję talarki z marchewki i znów posypuję solą i pieprzem. Następnie posypuję czerwoną paprykę, dorzucam mięso z cebulą i czosnkiem, a na koniec wykładam brokuł. Posypuję solą i pieprzem.
10) Umyte pod bieżącą wodą pomidory kroję w plasterki, które układam na brokuły.



Teraz czas na sos:

1) Ser żółty ścieram na tarce na dużych oczkach.
2) Jogurt grecki przekładam do miski, dodaję jajka i 3 łyżki startego żółtego sera. Dodaję trochę soli i pieprzu.
3) Tak przygotowanym sosem polewam warzywa.



Pieczenie:

Zapiekankę wkładam do piekarnika nagrzanego do 170C i piekę 25 minut, a dodatkowo 5 minut przed końcem posypuję zapiekankę pozostałym serem żółtym i jeszcze dopiekam :)

Uwaga: jeżeli masz termoobieg, czas pieczenia należy skrócić o ok. 5 minut.

Gotową zapiekankę od razu podajemy. Można polać ketchupem, jeśli ktoś lubi ;)

Życzę smacznego!


sobota, 4 kwietnia 2015

Worko-plecak DIY

Kiedyś, jeszcze w okresie podstawówki (chyba jakoś w okolicy 7-8 klasy), weszła na rynek moda na różnego rodzaju kolorowe plecaki. Bardzo popularne były plecaki ze sklepów indyjskich, które też były na topie w tamtym czasie. Ponieważ takie plecaki były drogie (bo taka moda), to pomyślałam sobie, że sama sobie uszyję podobny. 


Miałam jakieś materiały, różnokolorowe. Postanowiłam połączyć technikę patchworkową z gładkim materiałem, tak na oko pół na pół. Uszyłam go na bazie koła. Z materiału, który moja mama trzymały na piżamy, uszyłam wnętrze worka. Za szelki posłużyła mi taśma, którą do dziś się stosuje jako paski do spodni lub jako szelki, zwłaszcza przy plecakach dziecięcych. Dzięki temu, że uszyłam go z naturalnych materiałów, mogłam go w całości prać w pralce z innymi ubraniami.

Powiem tak - ten worko-plecak (worek) służył mi dzielnie przez wiele lat jako szkolny plecak, worek na treningi, czy worek na wycieczki. Dotknął go również ząb czasu i promyki słońca ;) , ale i tak uważam, że trzyma się nieźle :) Dziś, gdybym miała uszyć go pierwszy raz, wzięłabym pod uwagę inny dobór materiałów, czy kolorów, ale wtedy... Wtedy liczyła się fantazja, kolory i to, że zrobiłam go sama, bez żadnego wykroju :D

A oto on w całej swojej krasie: